Sankcje finansowe — czego firmy naprawdę nie rozumieją w tym temacie

838 Wyświetleń
181 Polubień
Sankcje finansowe — czego firmy naprawdę nie rozumieją w tym temacie

Po lutym 2022 roku liczba podmiotów objętych sankcjami finansowymi wzrosła kilkukrotnie. Polskie firmy, które wcześniej traktowały screening sankcyjny jako formalność, zaczęły konfrontować się z realnym ryzykiem naruszenia przepisów.

Błędne przekonanie o zasięgu sankcji

Wiele firm uważa, że sankcje dotyczą wyłącznie bezpośrednich transakcji z podmiotami z list. To nieprawda. Wystarczy, że ostateczny beneficjent przelewu — kilka ogniw dalej w łańcuchu płatności — jest podmiotem objętym sankcjami. Odpowiedzialność może sięgnąć każdego uczestnika transakcji, który nie przeprowadził należytej weryfikacji.

Screening jednorazowy kontra monitoring ciągły

Część firm sprawdza kontrahentów przy pierwszym kontakcie i na tym poprzestaje. Listy sankcyjne są aktualizowane nieregularnie — czasem kilka razy w tygodniu. Podmiot, który był czysty w marcu, może trafić na listę OFAC lub listę UE w sierpniu. System monitoringu powinien automatycznie porównywać bazę kontrahentów z aktualnymi listami sankcyjnymi.

Odpowiedzialność karna za naruszenie sankcji spoczywa nie tylko na firmie jako podmiocie, ale może obejmować osoby zarządzające. To nie jest straszak — w kilku głośnych sprawach europejskich dyrektorzy finansowi ponosili odpowiedzialność osobistą za zatwierdzenie transakcji z podmiotem sankcjonowanym.

Minimalne zabezpieczenie to integracja z bazami OFAC, listą UE i listą ONZ. Lepszym rozwiązaniem jest narzędzie agregujące wszystkie listy z automatycznym alertowaniem i dokumentowaniem historii sprawdzeń. Koszt takiego rozwiązania dla średniej firmy zaczyna się od kilkuset złotych miesięcznie — zdecydowanie mniej niż potencjalna kara.

Czy ten artykuł był pomocny?

Powrót do listy artykułów